Reklama
Stal Bud 09.10-08.11
Sport

Być zdrowym i walczyć o najwyższe cele

Łukasz Bielski••90 odsłon
Być zdrowym i walczyć o najwyższe cele Powiększ zdjęcie Fot. Łukasz Bielski

Urodzony w Cieszynie, a pochodzący z Zebrzydowic Kamil Wałęga, reprezentant Polski w hokeju na lodzie, niedawno rozpoczął swój kolejny sezon w słowackiej Tipos Extralidze, reprezentując barwy klubu Vlci Żylina. Odwiedziliśmy naszego zawodnika podczas rozegranego 4 października meczu z HC 05 Bańska Bystrzyca. Z hokeistą „Wilków” rozmawiał red. Łukasz Bielski.

Dawno się nie widzieliśmy, więc naszą rozmowę zaczniemy od podsumowania minionego sezonu, jaki spędziłeś w Żylinie. 28 meczów, 12 goli i 10 asyst w rozgrywkach zasadniczych oraz sześć meczów, jeden gol i dwie asysty w play-off – liczby naprawdę dobre, choć spotkań rozegranych na koncie miałeś nie za wiele. To chyba był trudny dla ciebie czas, bo spora część sezonu wypadła ci z powodu kontuzji?
To prawda, za mną ciężki sezon ze względu na to, że cztery miesiące pauzowałem z powodu kontuzji ręki. Na szczęście udało mi się wrócić do gry i powalczyć o miejsce w składzie, oraz o dobre miejsce w tabeli ligowej razem z drużyną. Jednak rzeczywiście ten początek zmagań ligowych był bardzo trudny, choć później już to wszystko trochę lepiej wyglądało. Szkoda, że w tej decydującej fazie rozgrywek nie udało się nam przejść do kolejnego etapu. Na drodze stanęła drużyna z Popradu, z którą przegraliśmy w ćwierćfinałowej serii.

Do tego jeszcze wrócimy, ale czwarte miejsce w tabeli po sezonie zasadniczym to był cel nakreślony przez władze klubu? Do tej czwórki chcieliście się, kolokwialnie mówiąc, załapać od samego początku?
Tak, to był cel narzucony z góry. Chodziło o to, byśmy znaleźli się w topowej czwórce i dzięki temu nie musieli rozgrywać rundy wstępnej play-off, tylko żebyśmy od razu awansowali do ćwierćfinału. Udało się ten plan zrealizować, więc wiadomo było, że później pojawiły się większe oczekiwania związane z play-offami. Niestety nie daliśmy rady ich spełnić.

Fot. Łukasz Bielski

Właśnie, bo w ćwierćfinale play-off od razu przyszła porażka w serii 2:4 z teoretycznie niżej notowaną ekipą z Popradu. Duże było rozczarowanie w zespole po tym niepowodzeniu?
Myślę, że tak, bo każdy oczekiwał, że pociągniemy dalej ten sezon. Wszyscy w klubie, zarówno kibice, jak i my – zawodnicy liczyliśmy, że możemy aspirować przynajmniej do takiego samego wyniku, jak rok wcześniej, kiedy zdobyliśmy brązowe medale za trzecie miejsce. Zresztą to oczywiste, że jak ruszamy do walki w play-offach, to mierzymy tylko w najwyższe cele. Marzeniem i zamierzeniem każdego z nas jest, by być w wielkim finale i móc później grać o złoto. Także te odpadnięcie w ćwierćfinale było chyba dla wszystkich ludzi w Żylinie związanych z hokejem sporym rozczarowaniem.


Po zakończeniu zmagań ligowych, z reprezentacją Polski wziąłeś udział w majowych Mistrzostwach Świata dywizji 1A, które odbyły się w naszym kraju. Jaki to był dla ciebie turniej i jak go będziesz wspominał?
Podobnie jak rozgrywki ligowe też nie najlepiej, bo mimo tego, że wszystko się układało po naszej myśli, to mówiąc wprost nie postawiliśmy tej przysłowiowej kropki nad i. Nie awansowaliśmy do elity i zostajemy tam, gdzie jesteśmy. Myślę, że po tym turnieju czułem nie tyle rozczarowanie, a bardziej smutek, że nie udało się wygrać ostatniego, decydującego o awansie meczu z Litwą.

Rozumiem, natomiast sam czempionat w naszym kraju pewnie oceniasz pozytywnie?
Tak, ponieważ było dużo kibiców na naszych meczach i czuliśmy ich wsparcie. Myślę nawet, że mogło być ich więcej, gdyby hala była większa, bo impreza była dość dobrze wypromowana. Jeśli chodzi o zaplecze, to też myślę, że fajnie to wszystko wyglądało. Była duża strefa dla kibiców, także mieli co tam robić między poszczególnymi spotkaniami. Całość pod względem organizacyjnym była bardzo dobra, ale niestety zabrakło tego najważniejszego, czyli wyniku sportowego.

Zapewne miałeś Ty i Twoi koledzy z kadry wielką ochotę wrócić do rywalizacji z najlepszymi hokejowymi reprezentacjami, czego już mieliście okazję zakosztować podczas nie tak dawnych mistrzostw świata w Czechach. Jak bolesny był dla Ciebie brak awansu do elity, bo tak naprawdę wymknął się on wam w ostatnim meczu?
Wiadomo, że było to bardzo ciężkie doświadczenie. W końcu nie udało się nam awansować do tego elitarnego grona najlepszych drużyn reprezentacyjnych na świecie, do tego w dość smutnych okolicznościach. Jak mówiłem wcześniej, najbardziej bolał fakt, że w całym turnieju wszystko się poukładało pod nas, a my nie wykorzystaliśmy wielkiej szansy i nie postawiliśmy tego ostatniego kroku, żeby awansować.

W przyszłym roku czeka naszą kadrę kolejna walka o elitę. Turniej, który miał odbyć się po raz kolejny w Polsce, rozegrany zostanie jednak w Estonii. O promocję będzie chyba ciężko, ponieważ Francja ma zagwarantowane miejsce w elicie jako gospodarz imprezy w roku 2028, więc tak naprawdę bój się będzie toczył tylko o jedno miejsce premiowane awansem. Czego byś sobie jako zawodnik życzył w kolejnym sezonie reprezentacyjnym i podczas turnieju mistrzowskiego Dywizji 1A?
Żebym przyjechał na kadrę przed samymi mistrzostwami ze złotym medalem ligi słowackiej i rozegrał cały turniej w zdrowiu.

Czyli na powołanie do reprezentacji na ten turniej w Estonii liczysz?
Zdecydowanie i będę o to miejsce w kadrze walczył do samego końca, mam nadzieję poprzez dobre występy w rozgrywkach ligowych na Słowacji. Liczę, że będę mógł pomóc biało-czerwonej drużynie, wierząc, że pobijemy się o jak najlepszy wynik, a może nawet o awans.

Mamy początek sezonu 2026/27 w lidze słowackiej. Jakie cele na rozpoczętą niedawno kampanię nakreślił sztab trenerski odnośnie fazy zasadniczej, a później play-off?
Myślę, że cele są najwyższe, ze względu na fakt, że klub podpisał kontrakty z bardzo dobrymi zawodnikami. Oczekiwania są wysokie i chociaż jasno celów określonych nie mamy, to wewnętrznie, każdy z nas myśli o grze play-offach i o tym, żeby jak najdalej tam zajść. W samej lidze też chcielibyśmy być w czwórce, żeby nie musieć grać rudny wstępnej i walczyć o ćwierćfinał, tylko od razu zaczynać tą decydującą fazę rozgrywek od tego pułapu. Chcemy przez cały czas utrzymywać się na górze tabeli, bo wiadomo, że im jesteś wyżej w stawce, tym lepszą pozycję wyjściową masz w play-offach. By to osiągnąć, musimy z meczu na mecz grać coraz lepiej i być w pełnej gotowości do walki o mistrzostwo

Fot. Łukasz Bielski


W dotychczasowych meczach zdobyłeś trochę punktów za gole i asysty, wyjeżdżasz na lód w pierwszej piątce. Czujesz, że jesteś w formie, i że trener Milan Bartovič na ciebie stawia?
Tak, czuję zaufanie od trenera. Jestem w pierwszej formacji, do tego wyjeżdżam na przewagi i osłabienia, także tego czasu na lodzie spędzam dość sporo. Jeśli chodzi o moją indywidualną formę, to też myślę, że dobrze się przygotowałem do sezonu. Wiadomo jednak, że sezon to jest maraton, a nie sprint, także tą dobrą dyspozycję trzeba umieć utrzymać przez cały rok. Dodatkowo dla mnie, jako obcokrajowca w składzie, te wymagania są jeszcze bardziej wyśrubowane, ale mam nadzieję, że im sprostam i uda mi się zachować dobrą formę przez dłuższy czas. Niemniej najważniejsze są zwycięstwa drużyny, bo bez tego indywidualne osiągnięcia nie mają wielkiego znaczenia.

Odejdźmy na chwilę od hokeja. Powiedz, kiedy ostatnio odwiedziłeś Zebrzydowice? Podczas napiętego grafiku masz czas zaglądać w rodzinne strony?
Staram się przynajmniej raz w tygodniu, jak mamy jakiś dzień wolny, wracać do domu, do Zebrzydowic. Mam wtedy czas dla rodziny, narzeczonej, czy psa. Nie mieszkamy już z rodzicami, ale oczywiście ich odwiedzamy. Nie mam jakichś dużych wymagań, gdy jestem w domu, więc zawsze ten czas chcę poświęcić rodzinie, bo dla mnie ważniejsze od miejsca jest to, z kim ten wolny czas spędzam.

Wróćmy do hokeja. Zakładam, że ze względu na swoje sportowe obowiązki nie masz czasu odwiedzać swojego byłego klubu z Trzyńca, czy jeździć na mecze „Stalowników”, ale rozumiem, że śledzisz co się tam w WERK Arenie dzieje?
Cały czas obserwuję wyniki Oceláři i jestem pod wrażeniem tego, jak weszli w sezon, bijąc kolejny ligowy rekord. Fajnie się na to patrzy, bo wiadomo, że sentyment do klubu pozostał. Nie mam jednak okazji oglądać za wielu meczy ani na żywo, ani w telewizji, bo zazwyczaj gramy w tym samym czasie, ale wyniki śledzę, zarówno czeskiej, jak i polskiej ligi. Można powiedzieć, że jestem z tym na bieżąco.

Do Trzyńca na mecze hokeja przyjeżdża sporo sympatyków tej dyscypliny sportu z Polski. Jestem ciekaw czy tak samo jest w Żylinie, bo i tutaj granica nie jest aż tak odległa?
Na pewno są na trybunach, co mnie osobiście cieszy. Mamy naszą grupę ultras, która współpracuje z Góralem Żywiec, także na pewno na naszych meczach jest jakaś zorganizowana ekipa z Polski. Ponadto przyjeżdżają do Żyliny również pojedynczy fani, ponieważ dość często ktoś do mnie pisze, że będzie na naszym meczu. Są to bardziej znajomi i rodzina, bo w sumie jest to w miarę blisko, natomiast fajnie, że odwiedzają naszą halę i wspierają całą drużynę i mnie. Często się słyszy kogoś, kto mówi po polsku. Ja sobie to wsparcie polskich fanów bardzo cenię.

Najlepszymi kibicami są chyba rodzice? Też odwiedzają Cię podczas meczów?
Tak, zdecydowanie. Przyjeżdżają na mecze, kibicują, więc czuję ich wsparcie.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Łukasz Bielski
Udostępnij
Oceń artykuł:

Łukasz Bielski