Wydanie nr 22 z dn. 5.06.2026 r.

 

 

 

Wyjątkowy prezent na jubileusz dębowieckiej straży, bo…

Bezpieczny strażak to bezpieczni mieszkańcy

Poprzedni weekend w powiecie cieszyńskim był wyjątkowy i charakterystyczny. Obok obchodów 120-lecia Szkoły Podstawowej im. Z. Kossak w Pierśćcu, o których pisaliśmy na naszych łamach, równy i także imponujący jubileusz świętowali strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Dębowcu.

Jednostka obchodziła 120 lat działalności, a uroczystości połączono z poświęceniem nowego samochodu pożarniczego oraz obchodami Dnia Strażaka.

Obchody rozpoczęły się przy remizie OSP i zgromadziły druhów, mieszkańców, samorządowców oraz zaproszonych gości. Jednym z najważniejszych momentów wydarzenia było oficjalne przekazanie nowego lekkiego samochodu ratowniczo-gaśniczego. Zakup pojazdu został współfinansowany przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Podczas uroczystości głos zabrał prezes katowickiego funduszu Mateusz Pindel, który podkreślał znaczenie codziennej służby strażaków ochotników. – Bezpieczny strażak to bezpieczni mieszkańcy województwa śląskiego. Z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością dziękuję wszystkim strażakom za codzienną służbę, poświęcenie oraz gotowość do działania – mówił.

Jubileusz był również okazją do przypomnienia bogatej i wielowątkowej historii jednostki, której początki sięgają 1905 roku. Właśnie wtedy mieszkańcy Dębowca powołali do życia straż pożarną, odpowiadając na realne zagrożenia związane z częstymi pożarami drewnianej zabudowy i gospodarstw rolnych. Pierwsi druhowie dysponowali bardzo podstawowym wyposażeniem, a większość działań opierała się na sile rąk mieszkańców i prostych urządzeniach gaśniczych.

W kolejnych latach jednostka systematycznie się rozwijała. Już przed wybuchem I wojny światowej strażacy organizowali ćwiczenia oraz społeczne zbiórki na zakup sprzętu. Ważnym etapem był rok 1928, kiedy jednostka wzbogaciła się o nowocześniejszy sprzęt gaśniczy i zaczęła aktywniej uczestniczyć w życiu społecznym miejscowości, organizując wydarzenia i festyny integrujące mieszkańców.

Po II wojnie światowej rozpoczął się nowy etap rozwoju OSP Dębowiec. W latach 50. i 60. jednostka została doposażona w pierwsze motopompy oraz samochody pożarnicze. Szczególnie wspominane są lata 1967-1970, gdy do strażaków trafiły legendarne samochody marki Żuk, które przez długie lata stanowiły podstawę wyjazdów bojowych i gospodarczych. Dla wielu druhów był to symbol prawdziwej modernizacji jednostki.

Kolejnym ważnym momentem był rok 1985, kiedy rozpoczęto rozbudowę zaplecza remizy oraz intensyfikację szkoleń strażaków. W tym okresie OSP coraz częściej uczestniczyła nie tylko w akcjach gaśniczych, ale również w usuwaniu skutków wichur, lokalnych podtopień i wypadków drogowych.

Przełomowe znaczenie miał także rok 1995, gdy jednostka została włączona do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Oznaczało to znaczące zwiększenie odpowiedzialności i gotowości operacyjnej. Druhowie musieli sprostać nowym wymaganiom dotyczącym wyszkolenia, wyposażenia i dyspozycyjności, a sama jednostka zaczęła działać na znacznie szerszym obszarze.

XXI wieku OSP w Dębowcu konsekwentnie inwestowała w nowoczesny sprzęt oraz rozwój ratownictwa technicznego. W ostatnich latach jednostka wzbogaciła się między innymi o średni samochód ratowniczo-gaśniczy Renault D16, a tegoroczny jubileusz stał się okazją do oficjalnego przekazania kolejnego lekkiego samochodu ratowniczo-gaśniczego, Volkswagena Amarok.

Jak podkreślano podczas uroczystości, historia OSP Dębowiec to nie tylko dzieje sprzętu i kolejnych inwestycji, ale przede wszystkim historia ludzi – pokoleń druhów i druhen, którzy przez 120 lat społecznie służyli mieszkańcom, często narażając własne zdrowie i życie.

Po części oficjalnej uczestnicy wydarzenia bawili się podczas tradycyjnego festynu strażackiego, który stał się okazją do wspólnego świętowania jubileuszu, rozmów i wspomnień związanych z jedną z najstarszych jednostek OSP w regionie. (mc)


Miliony popłyną do Goleszowa

Ponad 1,8 mln zł dotacji oraz taka sama kwota pożyczki ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach trafi do gminy Goleszów na kolejną proekologiczną inwestycję. Zadanie realizowane będzie w Goleszowie Równi i obejmie rozbudowę sieci kanalizacji sanitarnej.

Za pomocą pozyskanych środkom możliwe będzie podłączenie do sieci kanalizacyjnej blisko 80 budynków zlokalizowanych przy ulicach: Brzozowej, Równej, Przelotowej, Świerkowej oraz Bukowej. Inwestycja stanowi kolejny etap konsekwentnie realizowanego procesu rozwoju infrastruktury wodno-kanalizacyjnej na terenie gminy.

Realizacja przedsięwzięcia przyczyni się nie tylko do poprawy komfortu życia mieszkańców, ale również do ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko naturalne poprzez uporządkowanie gospodarki ściekowej na tym obszarze. Rozbudowa kanalizacji to także ważny element działań związanych z ochroną wód gruntowych oraz poprawą standardów infrastrukturalnych w gminie.

Pozyskane środki stanowią kolejny istotny krok w procesie rozbudowy sieci kanalizacyjnej w gminie Goleszów. Dzięki realizacji następnych inwestycji możliwe będzie sukcesywne obejmowanie siecią kolejnych obszarów gminy, co pozostaje jednym z kluczowych kierunków działań samorządu w zakresie poprawy jakości życia mieszkańców oraz ochrony środowiska.

– Pozytywnie rozpatrzony wniosek złożony przez gminę Goleszów do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach nie jest jedynym, który w ostatnim czasie został przygotowany w zakresie budowy i rozbudowy sieci kanalizacyjnej.

Konsekwentnie, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, kontynuujemy największy w historii gminy Goleszów proces związany z rozwojem infrastruktury wodno-kanalizacyjnej – komentuje Sylwia Cieślar, wójt gminy Goleszów. (mc)


Kamera pokazuje to, czego zwykle nie widzimy

Bocianie życie bez filtrów

W ustrońskim bocianim gnieździe nie ma spokojnych dni. Choć dla wielu obserwatorów transmisja internetowa pokazuje przede wszystkim urocze sceny karmienia młodych, rzeczywistość jest znacznie bardziej wymagająca. Beskidek i Czantorka każdego dnia walczą nie tylko o wykarmienie czwórki piskląt, ale także o ich bezpieczeństwo. A to właśnie teraz zaczyna się jeden z najbardziej niebezpiecznych okresów sezonu.

Bociany pod okiem kamery

Gniazdo w Ustroniu od lat należy do najbardziej znanych bocianich gniazd w Polsce. Dzięki całodobowej transmisji internetowej tysiące osób mogą śledzić życie ptaków niemal minuta po minucie – od pierwszych przylotów po jesienne odloty.

Projekt działa od wielu lat i stworzył wokół siebie wyjątkową społeczność obserwatorów. To oni zapisują godziny przylotów, zniesienia jaj, wykluwania piskląt czy dramatycznych wydarzeń związanych z walką o przetrwanie. Dzięki temu historia Beskidka i Czantorki dokumentowana jest niemal dzień po dniu.

W tym roku para wychowuje cztery młode. Pierwsze pisklę wykluło się 16 maja po 33 dniach wysiadywania, a kolejne pojawiły się w następnych dniach. Dziś młode coraz pewniej podnoszą głowy i aktywnie uczestniczą w karmieniach.

Deszcz to nie tylko mokre pióra

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem niepewnej pogody. Na szczęście prognozowane intensywne opady ominęły Ustroń, a nad gniazdem pojawiały się jedynie przelotne deszcze. Co przyniosą kolejne dni? Czas pokaże.

Dla bocianów ma to ogromne znaczenie. Dorosłe ptaki świetnie radzą sobie z deszczem, jednak dla małych piskląt długotrwałe opady mogą stanowić śmiertelne zagrożenie. W pierwszych tygodniach życia młode nie potrafią jeszcze skutecznie regulować temperatury ciała. Jeśli przez wiele godzin są narażone na zimno i wilgoć, mogą się wychłodzić.

W takich momentach rodzice osłaniają potomstwo własnym ciałem, stojąc nad nim nawet przez wiele godzin. Obserwatorzy ustrońskiego gniazda wielokrotnie notowali sytuacje, gdy Czantorka podczas burz i intensywnych opadów całkowicie przykrywała młode skrzydłami.
Wieloletnia historia gniazda pokazuje, że nie każdy sezon kończy się szczęśliwie. W poprzednich latach zdarzały się przypadki śmierci piskląt podczas klucia, eliminacji najsłabszych młodych przez dorosłe bociany czy zadławień pokarmem. W archiwach projektu odnotowano także okresy ciągłych opadów, podczas których obserwatorzy alarmowali o zagrożeniu życia piskląt. To właśnie dlatego każda większa zmiana pogody budzi dziś tak duże emocje wśród osób śledzących przekaz z kamery.

Trwa wzmacnianie gniazda

Ostatnie obserwacje pokazują, że Beskidek i Czantorka intensywnie przygotowują się na kolejne tygodnie. 1 czerwca oboje regularnie donosili materiał do rozbudowy gniazda. Beskidek pięć razy przyniósł budulec, a Czantorka trzy razy. Wśród materiałów znalazły się gałęzie, siano i inne elementy wzmacniające konstrukcję. Nie jest to przypadek. Wraz ze wzrostem piskląt rośnie obciążenie gniazda. Młode zaczynają się coraz intensywniej poruszać, a za kilka tygodni będą ćwiczyć skrzydła i pierwsze podskoki. Dlatego rodzice stale naprawiają i wzmacniają swoją konstrukcję.

 

Jedna z obserwacji z 1 czerwca pokazuje Czantorkę wracającą po ponad godzinie z dużą ilością siana. Kilkanaście minut później Beskidek pojawił się z pokaźnymi gałęziami, które natychmiast wykorzystano do rozbudowy gniazda.

Dżdżownice na ratunek

Deszcz ma jednak także swoją dobrą stronę. Po opadach znacznie łatwiej dostępne stają się dżdżownice – jeden z podstawowych składników diety małych bocianów. Tylko do godziny 9.30 pierwszego czerwca odnotowano aż siedem karmień. Podczas jednego z nich Czantorka podała młodym dużą porcję dżdżownic. Wszystkie cztery pisklęta ustawiły się wokół rodzica niczym przy wspólnym stole i zgodnie uczestniczyły w karmieniu.

To zupełnie inny obraz niż jeszcze kilka dni wcześniej, gdy starsze rodzeństwo dominowało przy jedzeniu, a najmłodszy bocian musiał walczyć o każdy kęs.

Bocian biały – symbol polskiego krajobrazu

Bocian biały od lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiej przyrody. Szacuje się, że nawet jedna czwarta światowej populacji tego gatunku gniazduje właśnie w Polsce.

Ptaki wracają z Afryki zwykle pod koniec marca i na początku kwietnia. Samica składa najczęściej od trzech do pięciu jaj, a wysiadywanie trwa około 33-34 dni. Po wykluciu młode pozostają w gnieździe przez około dwa miesiące. To właśnie wtedy rodzice wykonują ogromną pracę. Każdego dnia przemierzają wiele kilometrów w poszukiwaniu pożywienia, przynosząc młodym owady, dżdżownice, gryzonie, płazy, a czasem również gady.

Choć cztery ustrońskie pisklęta rozwijają się prawidłowo, doświadczeni obserwatorzy wiedzą, że sezon jest dopiero na półmetku. Przed młodymi jeszcze kilka najbardziej wymagających tygodni życia. Muszą przetrwać kaprysy pogody, nauczyć się rywalizacji o pokarm, zbudować siłę mięśni i przygotować skrzydła do pierwszego lotu.

A Beskidek i Czantorka? Oni nie zwalniają tempa nawet na chwilę. Każda gałąź przyniesiona do gniazda, każda dżdżownica wyciągnięta z mokrej ziemi i każda noc spędzona na osłanianiu piskląt pokazują, że w ustrońskim gnieździe trwa codzienna, cicha walka o wychowanie kolejnego pokolenia bocianów. (kredo)