25 lat temu, 29 września 2001 roku, w Cieszynie zmarł Andrzej Szewczyk – jeden z najważniejszych i najbardziej oryginalnych polskich artystów powojennych. Malarz, rysownik, rzeźbiarz, twórca assemblages, akcji i environments, a także wybitny pedagog. Choć urodził się w Szopienicach, to właśnie Cieszyn i Śląsk Cieszyński stały się jednym z najważniejszych miejsc jego życia i twórczości.
Andrzej Szewczyk urodził się 16 marca 1950 roku w Szopienicach. Z Cieszynem związał się jako student – w latach 1974–1978 studiował w Instytucie Wychowania Plastycznego cieszyńskiej Filii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Później był tutaj również wykładowcą akademickim i nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym im. Antoniego Osuchowskiego.
Mieszkał w Kaczycach, Pogwizdowie i Cieszynie. Szczególne znaczenie miały dla niego Kaczyce, gdzie mieszkał i pracował. Jego pracownia znajdowała się więc z dala od największych centrów artystycznych, choć jednocześnie Szewczyk pozostawał w kontakcie z najważniejszymi środowiskami polskiej sztuki współczesnej. Od 1977 roku współpracował z warszawską Galerią Foksal.
Sztuka jako proces
Andrzej Szewczyk nie traktował sztuki jako zamkniętego zbioru form i technik. Interesował go przede wszystkim proces tworzenia, eksperyment, materiał i znaczenie, jakie może kryć się w przedmiocie pozornie zwyczajnym. Już jego wczesne prace były próbą przekraczania tradycyjnego pojęcia obrazu.
W latach 70. malował na lustrach, wykorzystywał mapy i szkolne zeszyty do kolorowania, eksperymentował z wałkami używanymi przez malarzy pokojowych. W cyklu „Malowidła z Chłopów” przenosił na płótno w skali 1:1 fragmenty ścian chałup rybackich, wykorzystując oryginalne materiały malarskie.
W jego sztuce obraz stopniowo przestawał być po prostu powierzchnią, na której należy coś namalować. Mógł stać się przedmiotem, śladem, zapisem, fragmentem rzeczywistości.
Kiedy malarstwo zaczęło przypominać pisanie
Z czasem w twórczości Szewczyka coraz wyraźniej zacierała się granica między malarstwem a pisaniem. Fascynowały go księgi, listy, rękopisy, litery i ślady pozostawiane przez człowieka. Tworzył własny alfabet z materiałów, które na pierwszy rzut oka wydawały się odległe od sztuki: ścinków kredek, drewna, łupin pistacji, wosku czy ołowiu.
Szczególne znaczenie miał dla niego ołów. Wlewany w otwory wywiercone w drewnianych deskach tworzył rzędy znaków przypominających zapis, którego nie sposób jednak odczytać w tradycyjny sposób. Był jednocześnie ciężarem, śladem i symbolem.
„Ołów jest trucizną. Zawsze zestawia mi się w pamięci ze śmiercią” – mówił artysta.
W jego pracach materiał stawał się więc częścią znaczenia dzieła, a nie tylko środkiem do jego wykonania. Drewno miało swoją fakturę i historię, wosk kojarzył się z czymś organicznym, łupiny pistacji zachowywały ślad codzienności, a ołów wnosił do pracy ciężar i niepokój.
Jednym z najważniejszych tematów Szewczyka była księga – jako nośnik pamięci, wiedzy i ludzkiego doświadczenia. Powstawały prace odwołujące się do literatury, m.in. „Pomniki listów F. Kafki do F. Bauer”, „Biblioteka – bazylika” czy „Diariusze”. Artysta nie ilustrował jednak literatury. Tworzył jej własne, materialne odpowiedniki – dzieła, w których słowo zamieniało się w przedmiot, znak i ślad.
„Powtórzyć się – to cud”
Andrzej Szewczyk był przy tym artystą niezwykle konsekwentnym. Pracował w długich cyklach i nie obawiał się powtarzalności. Przeciwnie – uważał, że powtórzenie może być trudniejsze i ważniejsze niż nieustanne poszukiwanie nowości.
„Zrobić coś nowego w sztuce jest łatwe, o wiele łatwiejsze niż powtarzanie się. Powtórzyć się – to cud!” – pisał. To zdanie dobrze pokazuje jego sposób myślenia. Nie interesowała go pogoń za efektem ani łatwa oryginalność. Wracał do tych samych materiałów, gestów i motywów, za każdym razem nadając im nowe znaczenia. Jego sztuka rozwijała się powoli, poprzez kolejne warstwy doświadczenia.
Artysta z Cieszyna, obecny w świecie sztuki
Andrzej Szewczyk pozostawał związany z Cieszynem, ale jego twórczość szybko przekroczyła granice regionu. Współpraca z Galerią Foksal otworzyła mu drogę do najważniejszych wydarzeń polskiej i międzynarodowej sceny artystycznej. Uczestniczył m.in. w XVI Biennale Sztuki w São Paulo w 1981 roku, wystawie „Polish Realities” w Glasgow w 1988 roku oraz „Europa, Europa” w Bonn w 1994 roku.
W 1992 roku otrzymał Złoty Medal XXIX Ogólnopolskiej Wystawy Malarstwa „Bielska Jesień ’92”, organizowanej przez Galerię Bielską BWA. Jego prace trafiły do najważniejszych polskich kolekcji muzealnych, m.in. Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeów Narodowych w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu, Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie czy Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Znajdują się również w kolekcjach zagranicznych.
Jednocześnie Andrzej Szewczyk był ważną postacią lokalnego życia artystycznego. W latach 90. związany był z autorską Galerią Miejsce w Cieszynie. Spotykali się tam artyści, uczniowie, przyjaciele i osoby zainteresowane sztuką współczesną.
Nie tylko artysta
Jego znaczenie nie ograniczało się do własnych dzieł. Andrzej Szewczyk był również pedagogiem i mentorem, który miał wpływ na kolejne pokolenia twórców. Uczył nie tylko warsztatu, ale przede wszystkim patrzenia na sztukę jako przestrzeń poszukiwania, zadawania pytań i przekraczania przyjętych granic.
Dziś jego obecność w Cieszynie ma także bardzo konkretny wymiar. W Muzeum Śląska Cieszyńskiego znajduje się stała, monograficzna ekspozycja jego prac. Od 2017 roku jedna z cieszyńskich ulic nosi jego imię. W styczniu 2005 roku na fasadzie kamienicy przy ul. Tadeusza Kościuszki 56 w Katowicach, gdzie mieszkał, odsłonięto natomiast pamiątkową tablicę.
Zapis, który pozostał
Andrzej Szewczyk zmarł 29 września 2001 roku w Cieszynie. Miał 51 lat. W 25. rocznicę śmierci jego twórczość nadal wymyka się prostym definicjom. Był malarzem, ale jego obrazy nie zawsze przypominały obrazy. Był rzeźbiarzem, choć często pracował z materiałami, które trudno byłoby nazwać tradycyjnym tworzywem rzeźbiarskim. Fascynowała go literatura, ale zamiast ją ilustrować, budował z niej własny język. Może właśnie dlatego jego sztuka wciąż pozostaje żywa.
Zostawił po sobie nie tylko obrazy i przedmioty. Zostawił sposób myślenia o sztuce – jako o zapisie pamięci, czasu, słowa i ludzkiego doświadczenia. A także bardzo konkretny ślad tutaj, na Śląsku Cieszyńskim, który przez lata był jego miejscem do życia, pracy i tworzenia.


