Reklama
Budżet obywatelski Cieszyn 26.10-6.11
Głos Historii

Szubienice, tortury, więzienia. Tajemnice cieszyńskich katów.

Monika Foltyn-Kubera••35 odsłon
Szubienice, tortury, więzienia. Tajemnice cieszyńskich katów. Powiększ zdjęcie Grafika M. Meriana udostępniona przez Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie

Rozpoczęcie działalności instytucji kata w Cieszynie datowane jest na XIII wiek i funkcjonowało aż do początków wieku XIX. Można przypuszczać, że zawód kata był dziedziczny i przechodził z pokolenia na pokolenie. Nad Olzą nie było to zajęcie zbyt szanowane, jednak kat otrzymywał niezwykle wysokie wynagrodzenie. W różnych źródłach kaci funkcjonujący w XVI wieku występowali pod różnymi nazwami, na przykład „misstrz poprawci” czy mistrz poprawny lub „minister justitiae”.


Z jego usług korzystał nie tylko Cieszyn, ale i okoliczne miasta: Skoczów, Strumień, Jabłonków, Bielsko, Frysztat, Pszczyna a nawet Żywiec. W zamian za jego „usługi” miasta te płaciły cztery talary rocznie. Główne jego wynagrodzenie pochodziło jednak z miejskiej kasy Cieszyna. Jak pisze historyk Janusz Spyra, w 1703 roku kat otrzymywał 48 śląskich talarów. W zamian za to musiał jednak wykonywać znacznie więcej czynności, których normalnie nie podjąłby się żaden mieszczanin, na przykład usuwanie padliny czy ciał samobójców.


O tym, że usługi cieszyńskiego „mistrza” były nie tylko cenione, ale i niezwykle drogie, można przeczytać w kronice miasta Żywca autorstwa Andrzeja Komonieckiego, żywieckiego wójta. Jak napisał wójt, w 1688 roku Wojciech Miczek ze Słownicy oskarżony był o rozbój i miał zostać w Żywcu ścięty i poćwiartowany. Na egzekucję przyjechał cieszyński kat, najprawdopodobniej z trzema pomocnikami. Po długich torturach, jeden z katów ścinał oskarżonemu głowę, a drugi trzymał go za włosy. Kiedy ciało upadło na ziemię, kat wciąż trzymał samą głowę i prezentował ją zebranej publiczności. Jak pisze Komoniecki, za taką sztuczkę kaci znad Olzy zażyczyli sobie 60 złotych, a kat oświęcimski wziąłby znacznie mniej, bo zaledwie dziesięć złotych.


Zanim jednak cieszyński kat przystąpił do dzieła, winni byli osądzani i przebywali w więzieniu. Według historyka Witolda Iwanka, rozprawy sądowe odbywały się w trzech różnych miejscach w Cieszynie. Jednym była kamienna ława otoczona lipami, położona niedaleko bramy wjazdowej do zamku. Kolejnym miejscem był budynek tzw. Sądu Ziemskiego, położony przy dzisiejszej ulicy Sejmowej. Tam rozwiązywano spory szlachciców, głównie dotyczące spadków czy osobistej obrazy. Jeśli sprawa była na tyle poważna, że którejś ze stron groziła kara śmierci, rozwiązywał ją osobiście sam książę. Ostatnim już miejscem, w którym odbywały się sądy nad pospólstwem, wędrowcem i Cyganami, był budynek więzienia.


Więzienia były natomiast w Cieszynie dwa. Dla szlachty przeznaczona była piwnica w budynku ratusza, a mieszczan pierwotnie zamykano w piwnicy budynku przy Wyższej Bramie. Od XVI wieku więzieniem była tzw. Katownia, położona przy ulicy Katowej, a obecnie Kiedronia. Do 1965 roku wciąż mieścił się tam parterowy dom, nazywany „domem kata”.

Legendarny „Dom kata”. Zdjęcie udostępnione przez Irenę Kwaśny.


Kiedy winowajca został już osądzony, przychodził czas na realizację wyroku. Miejsce pracy cieszyńskiego kata to najbardziej tajemnicza i wciąż nieodkryta część tego zawodu. Najstarszym miejscem służącym do wykonywania wyroków był oczywiście cieszyński rynek. Według niektórych podań, jeszcze do XVIII wieku stał tam pręgierz, na którym ścinano głowy, nierządnice wystawiano na publiczne pośmiewisko, a w XVIII wieku palono niekatolickie książki. Sama szubienica wraz z dużym, dwukondygnacyjnym budynkiem znajdowała się poza murami miasta. W budynku torturowano i „rozwiązywano język” skazanym, oczywiście zgodnie z poleceniami sądu. Według jednej z legend, na tej właśnie szubienicy, miał zostać stracony syn burmistrza, który tę katownię stworzył.


Pod koniec XVIII wieku szubienica i katownia zostały rozebrane, a materiał pochodzący z rozbiórki wykorzystano do postawienia sali redutowej na tyłach ratusza. Kiedyś funkcjonował tam Teatr Miejski, a obecnie jest… kino. Na pozostałości szubienicy natknął się nawet ks. Leopold Szersznik tworząc na obrzeżach miasta, w okolicach Frysztackiego Przedmieścia, swój ogród i „skansen”. W jednym z kupionych przez niego ogrodów były ruiny starej szubienicy, o której Szersznik pisał, jako o bardzo dużej budowli, która miała dwa piętra i prawie 7,5 metra wysokości. W piwnicy miała się znajdować sala na narzędzia kata. Dodawał również, że w trakcie swoich podróży nigdy nie widział większej.


W późniejszych latach wyroki wykonywano również na szubienicy znajdującej się obok drogi prowadzącej do Puńcowa. Obecnie znajduje się tam osiedle „Mały Jaworowy”. To właśnie tę budowlę na swoim miedziorycie z XVII wieku uwiecznił Mateusz Merian. Na wzgórzu po prawej stronie, w oddaleniu od miasta, przedstawiona jest właśnie wspomniana szubienica.

Grafika M. Meriana udostępniona przez Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie.


Za jakie przestępstwa groziło ówczesnym cieszyniakom spotkanie z katem? Przede wszystkim rozboje, grabieże i morderstwa dokonywane na szlakach kupieckich. Poza tym wszelkie oskarżenia o czary, rzucanie uroków czy fałszowanie pieniędzy. Przykładowo, kat cieszyński w 1611 roku musiał zająć się trzema Wałachami oskarżonymi o zamordowanie niedaleko czeskiego Cierlicka kupców. Zrabowane mienie, wozy oraz konie przywieźli do Cieszyna i sprzedali Chorwatowi, który był w tym czasie na służbie u księcia cieszyńskiego. Mordercy zostali ścięci w katowni, a Chorwat oskarżony o paserstwo i ukrywanie morderców. 18 marca został ścięty pod pręgierzem na rynku, a jego głowę kat umieścił na murze miejskim.


W 1401 roku natomiast, pewien szlachcic zabił młodszego syna Przemysława Pierwszego, księcia cieszyńskiego. Książę kazał morderce odszukać i zawieźć do Cieszyna. Tam wsadzono go na rozpalonego, żelaznego konia na którym objechał wszystkie ulice miasta. Następnie kaci rozszarpali jego ciało kleszczami. W 1696 roku dziewięciu zbójnikom kat poobcinał zaś ręce, które następnie przybito do deski, a samych zbójników żywcem ćwiartowano.

Udostępnij
Oceń artykuł:

Monika Foltyn-Kubera

[email protected]